czwartek, 12 lutego 2015

Dlaczego sobie to robię?

Kiedy informuję ludzi, że nie mogę jeść produktów mlecznych, jajek i glutenu od razu czują się w obowiązku przekazać mi wyrazy współczucia. Później pytają czy to jakaś ideologia albo spaczenie, a po usłyszeniu, że to tylko zwykła nietolerancja - współczują mi jeszcze bardziej.
Czy w takim razie powinnam czuć się przegrana?

W realiach XXI wieku, ograniczenia dotyczące jedzenia (zwłaszcza głównych składników wszystkich fast foodów) mogą się wydawać skazaniem na głód. W miejskiej dżungli bywania poza domem przez czasem ponad dwanaście godzin, upolowanie czegoś, co spełnia wyżej wymienione wymogi albo graniczy z cudem, albo wiąże się z poniesieniem ogromnych kosztów. 

Co w takim razie powinnam zrobić?
Schować głowę w piasek i karmić się czymś co ewidentnie mi szkodzi?
Wydawać mnóstwo pieniędzy na produkty, które choć składają się z prostych składników i chemii ,dają mi pewność, że moje zdrowie pozostanie niezachwiane? 


Jak to dobrze, że zawsze są trzecie rozwiązania :) 

1. Kuchnia domowa - czyli jak ze zwykłych składników zrobić coś niezwykłego.

2. Rozpoznanie - czyli jak to zrobić najtaniej!


Poza tym "robienie tego sobie" przyniosło mi wiele korzyści. Z mojego słownika wyleciały słowa "źle się czuję". Mój jadłospis nie ogranicza się do płatków na śniadanie, kanapki na podwieczorek, czegokolwiek na obiad i kolację. Obmyślanie posiłków pomaga mi delektować się każdym kęsem i otwiera drzwi do nowych, nietypowych i niecodziennych dań. I oczywiście - moje ciało też jest szczęśliwsze. 

Dlatego sobie to robię. :)
I choć na pierwszy rzut oka może się to wydawać szaleństwem i zbędnym kaprysem - taki świat żywności jest o wiele ciekawszy. 
źródło: Google












czwartek, 27 listopada 2014

Schodami po sukces

Historia wind sięga już starożytnego Rzymu. Co prawda wtedy nie nie jeździły one tak płynnie, nie grały przyjemnej muzyczki w tle i nie posiadały aż tylu bajeranckich opcji co dzisiejsze. Te piękne, przeszklone w nowych biurowcach czy zwykłe, żelazne w blokach mają coś w sobie, ale czy naprawdę musimy z nich tak często korzystać?

Lepiej iść po schodach... Nic odkrywczego, prawda? Miliony banerów przypominają nam o zbawczym działaniu schodów, a mimo to i tak wybieramy windy. Mam więc kilka motywujących rad, po których każdy mieszkaniec piętra (zwracam się głównie do tych, którzy tak jak ja mieszkają w okolicach siódmego, bo wciąż wierzę w ludzkość i to, że na pierwsze i drugie nie ma sensu "wołać" windy) zastanowi się kilka razy zanim naciśnie przycisk.


1. Zrób to dla zdrowia - najbanalniejszy i najbardziej oczywisty powód. Nie zmienia to faktu, że jest on również najważniejszy! Potrzebujemy ruchu, a nasze mięśnie podziękują nam gdy wreszcie ich użyjemy.

2. Schodami jest szybciej! (zwłaszcza w dół). Masz kilka minut do autobusu, zaspałeś, albo po prostu nie lubisz marnować czasu? Wybierz lekki truchcik po schodach. Nie dość, że się rozbudzisz to jeszcze ocalisz swój dobry nastrój. Winda szybciej nie pojedzie.

3. Windy się psują. Prawda, bardzo rzadko, ale się psują! Zaoszczędź sobie późniejszych zmartwień i myśli typu "a mogłem iść schodami..."

4. Kiedy odwiedzasz kogoś, kto mieszka na wysokim piętrze, a architekt nie uwzględnił windy... no cóż. Masz problem. Jeśli zaczniesz chodzić po schodach - nie będzie Cię obowiązywała żadna zadyszka ani czerwona od wysiłku twarz. 

5. Idąc po schodach nie przerywasz wykonywania czynności. Rozpraszając się przez czekanie na windę i późniejszy wjazd, łatwiej odpuścisz sobie dalszą pracę po wejściu do domu czy biura. Cały Twój entuzjazm spadnie przez Twój zastój. Na co to komu :)

6. Schody to endorfiny! Nie dość, że działają lepiej niż czekolada, to do tego mają zbawienny wpływ na Twoją sylwetkę. 

7. Jeśli będziesz chodzić po schodach, łatwiej będzie Ci zacząć aktywność fizyczną.

8. Po pewnym czasie będziesz wbiegać - gwarantuję!

Nic tylko wchodzić! Prawda, zdarzają się takie sytuacje, kiedy użycie windy jest niezbędne - po to ona tam jest! Ale w innych przypadkach - czy nie lepiej tym małym gestem choć troszkę poprawić swojego życia? 




PS Wszystkie wymienione wyżej rady są moimi osobistymi przemyśleniami i doświadczeniami. Sprawdzone! 

wtorek, 25 listopada 2014

Słabe ogniwo?

Nie jestem najmądrzejsza, najbardziej zdolna, nie wiadomo jak utalentowana czy bystra. Codziennie mija ogromna liczba naprawdę mądrych ludzi, którzy nie muszą spędzać godzin nad książkami, żeby zrozumieć dlaczego jakieś zjawisko się dzieje, albo się nie dzieje. Rozwiązują zadania w pamięci, znają się na historii, ekonomii, filozofii, kulturze. Potrafią rozeznać się w każdym temacie.
Nic tylko chodzące ideały?
Czy w takim razie jestem słabym ogniwem?
Łatwiej mnie pokonać?
Z marszu stoję dalej w kolejce po moje marzenie?

Nigdy nie daj sobie wmówić, że jesteś słabym ogniwem! Nie patrz na ludzi, którzy dzisiaj są mądrzejsi z miną przegranego.

To Ty ustalasz na jakiej pozycji stoisz w swoim życiu!

Musisz uczyć się dłużej - ucz się.
Musisz więcej poświęcić - poświęć. 

Co w takim razie sprawi, że mimo wszystko będziesz zwycięzcą? 

1. Nie poddawaj się
2. Pracuj
3. Myśl jak zwycięzca
4. Nigdy (błagam nigdy) nie rezygnuj z tego, co czyni Cię pełnym życia.


Dopóki walczysz - jesteś zwycięzcą! Idź przez życie z uśmiechem. 

"Nie pytaj siebie o to, czego potrzebuje świat. Pytaj siebie, co Cię ożywia, a później ruszaj i rób to. Albowiem to, czego potrzebuje świat, to ludzie, którzy stali się żywi."
Harold Whitman

Żyjąc tą ideą - nigdy nie będziesz słabym ogniwem. 

poniedziałek, 24 listopada 2014

Co mnie nie zabije, uczyni mnie silniejszą

Po raz kolejny rozwiązywałam to samo zadanie. Po raz kolejny przepisywałam te same liczby nie widząc błędu. Minuta za minutą. Liczby, liczby, liczby... by wreszcie dowiedzieć się, że nie powinnam była zaokrąglać jednego wyniku. 

Co mnie nie zabije, uczyni mnie silniejszą.


Możesz płakać.
Możesz upaść.
Możesz krzyczeć.
Możesz narzekać.
Ale nie wolno Ci się poddać.

Wyznacz sobie cel - później musisz jedynie do niego dążyć. 
Dasz radę? Na pewno :) 


niedziela, 23 listopada 2014

Musisz uwierzyć w cuda

Marzeń wcale nie ma się wiele. Nie są powszechne, codzienne, proste. 
Marzę o ładnej sylwetce.
Marzę o białych zębach.
Marzę o dobrze zdanej maturze. 
Marzę o domku z ogródkiem...

To tylko proste "chcę czegoś" i byłoby miło gdyby tak było, ale potrafię się obejść. Musisz marzyć!
Musisz mieć marzenie! Bo marzyć to znaczy wstawać codziennie z myślą o tym, że mogę! Marzyć to budzić się z uśmiechem i determinacją. Marzenie przyćmiewa wszystko inne. Marzenie jest wołaniem serca - uszczęśliw się! Musisz marzyć!

Musisz chcieć czegoś bardziej niż czegokolwiek innego. 
Miałeś tak kiedyś, że czegoś Ci się chciało w życiu? Zrobić cokolwiek. Błąkałeś się od ściany do ściany, od pokoju do pokoju w poszukiwaniu celu, bo czegoś Ci się chce, ale nie wiesz czego? Otwórz oczy. 

Marzyć to znaczy walczyć.
Marzyć to znaczy spełniać.
Marzyć to znaczy pragnąć czegoś tak bardzo jak oddychać.
Marzyć to znaczy żyć czymś, dla czegoś.
Marzyć to znaczy dążyć. 

Nie oszukuj siebie, że marzysz, jeśli wstajesz zmęczony, smutny i zrezygnowany. Nie oszukuj siebie, że żyjesz w pełni zadowalając się tym, że coś jest. Jakoś to będzie? Jakoś przeżyję? Aż tak bardzo mi nie zależy?

Musisz uwierzyć w cuda! Tylko wtedy Twoje życie stanie się cudem.

Znajdź cel. Znajdź marzenie. Prosta recepta na szczęście.

wtorek, 25 lutego 2014

Yoga challenge #2 kwiat lotosu (padmasana) na obie nogi

Pierwsze wyzwanie już za mną! 

Jak wykonać pozycję lotosu? 

1. Rozpoczynamy to ćwiczenie od pozycji pół lotosu: 
źródło: google

  • Siadamy w siadzie prostym, prostujemy kręgosłup. 
  • Zginamy kolano (np. prawe) i przechylamy do boku. 
  • Następnie pochylamy się do przodu i łapiemy prawą goleń rękami. 
  • Umieszczamy prawą stopę na lewym udzie z piętą opartą o krocze. 
  • Ostrożnie umieszczamy lewą stopę pod prawym udem. 
  • Przyciągamy kolana do siebie. 
  • Krocze zbliżamy do podłogi nie odrywając od niej pośladków. 
  • Prostujemy kręgosłup
2. Prostujemy lewą nogę, zginamy w kolanie i łapiemy rękami za goleń. Pochylamy się nieco do przodu i przenosimy prawą goleń nad lewą, umieszczając lewą stopą na prawym udzie. Opieramy lewą piętę o krocze

3. Krocze przybliżamy do podłogi i odwracamy uda tak, aby dobrze przylegały do podłogi. Nie odrywamy pośladków

4. Utrzymujemy pozycję do minuty


źródło: google


NASTĘPNE WYZWANIE: Hanumanasana (pozycja małpy)
Czyli szpagat, do którego dążę od dawna.



sobota, 8 lutego 2014

Yoga challenge #1 kwiat lotosu (padmasana) na obie nogi

Wróciłam do sportu. Co prawda na razie jest to domowy fitness z ćwiczeniami Ewy Chodakowskiej, Tiffany i Mel B, ale ważne jest, że się ruszam i to dość regularnie! Mam nadzieję, na efekty w najbliższym czasie. Już zauważyłam wzmocnienie mięśni brzucha i ud. 




Bakasana  źródło: google
Fitness jest jak domino. Przewróci się jedną "kostkę" i reszta napędza się sama. Podobnie jest z yogą. Kiedy już zacznę - nie jestem w stanie przerwać. Zwłaszcza, jeśli udaje mi się robić coraz trudniejsze pozycje. Ostatnio osiągnęłam swój pierwszy niezapisany nigdzie sukces! Właściwie bez problemu przeszłam do pozycji żurawia. Dlaczego nie miałabym ustalać kolejnych celów na mojej drodze do idealnie rozciągniętego działa? Gdzieś na szczycie listy stoją oczywiście szpagaty i wszystkie ich kombinacje oraz stanie na rękach i głowie, ale zanim do tego dojdzie... 

Mój najbliższy cel to kwiat lotosu na obie nogi. W tym momencie jestem w stanie poprawnie wykonać to ćwiczenie tylko z prawą nogę "na górze". Do lewej nie brakuje mi jakoś strasznie dużo... dlatego będzie to idealny pierwszy cel: na rozgrzewkę! 

Trzymajcie kciuki! 

źródło: google

niedziela, 19 stycznia 2014

W przygotowaniach do konfrontacji z samą sobą


Dzisiejsze zakupy w Decathlonie. 
Szykuję się na konfrontację z zimą i pełną reaktywację. Powrócę, gdy tylko rozbujam się na nowo. 




Ps. 15 zł za matę, której szukałam od dawna. To mój szczęśliwy dzień !! :D


niedziela, 5 stycznia 2014

Podsumowanie roku 2013



Postanowienia na 2013 r.

Siedząc ostatnie dni w domu poczułam potrzebę podsumowań. Dlatego posprzątałam trochę na blogu, wyciągnęłam zeszłoroczne postanowienia i Voilà!


1. 50 książek w skali roku 
Szczerze mówiąc przeczytałam może połowę. To nie był książkowy rok. To nie był chyba rok czegokolwiek.

2. Pokonać kompleksy
Pracuję, pracuję. Jest już coraz bliżej...

3. Szpagat
Eh. Moja zmora. 

4. Podejść do olimpiady z fizyki
CZY JA NAPRAWDĘ TEGO CHCIAŁAM? NIE WIERZĘ!

5. Stać się fit
Wciąż jeszcze trochę mi brakuje. 

6. Wykonać przynajmniej jedną rzecz z listy "before i die"
np. punkt 34 i 36 :)

7. Więcej rysować
Rysuję kiedy tylko mogę. 
Prezent dla Kogoś Specjalnego


8. Poprawić znajomości językowe
Pracuję nad tym i jest lepiej niż było. Oby dalej!

9. Wrócić do joggingu 
Wróciłam, zaprzestałam, wróciłam, zaprzestałam... Ale to jeszcze nie to! Jeszcze będę biegaczem!

10. Cieszyć się życiem w 100%
To był rok wielkich porażek i wielkich uciech. Czy nie tak powinno definiować się życie? 

2013 rok nie był najlepszym. Był trudny i ciężki, ale wierzę, że Nowy okaże się cudowny. Bogatsza w doświadczenia i zapał do pracy nie dam sobie tak łatwo się załamać. Kto inny da radę jeśli nie ja? Przecież żyje się raz :) 

Pozdrawiam! 


wtorek, 2 kwietnia 2013

Wiosenne przebudzenie.

Ajajajaj. Piękna wiosna! Aż trudno ruszyć się z fotela odstawiając kolejny kubek czarnej kawy. Nadal sądzę, że zima to moja ulubiona pora roku, ale... wiosno!! Kwiecień już mamy! 

Marzy mi się maraton. Jest to piąty punkt na mojej liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Ostatnio bardzo często o tym myślę, planuję, analizuję. Jako termin wyznaczyłam sobie wrzesień po maturach. Dwa i pół roku. Tyle mam czasu na przygotowanie.





Wczoraj z okazji pierwszego kwietnia urządziłam sobie wiosenny trening. 

20 min rozgrzewki
20 minut hula-hop
20 minut orbiterka
w międzyczasie skakanka i rozpoczęłam po raz kolejny A6W. 
Zakończyłam oczywiście jogą. 

ahh. Niesamowita energia we mnie wstąpiła po niedzielnym obżarstwie. Ale po dłuższym zastanowieniu... Daleko mi do dobrej kondycji. Co prawda 20 min na orbiterku w stałym tempie 6 km/h nie było dla mnie problemem, ale nie oszukujmy się. TYLKO 20 min? W sumie mogłabym spokojnie przestawić minutnik i biec dalej, ale z racji, iż był to mój pierwszy trening od baardzo dawna wolałam nie ryzykować zakwasów. Słabo ze mną. 

Czytam artykuły, zbieram motywację. Nie mogę się doczekać stopnienia śniegu za oknem! Moje cudowne malinowe biegówki patrzą na mnie z wytęsknieniem i ja na nie również. Chcę już poczuć ten wiatr na twarzy, chłodną motywację poranka, endorfiny uderzające do głowy, strużki potu płynące po plecach! WIOSNO przyjdźże. 

Plan na kwiecień? 

ZACZĄĆ BIEGAĆ! Zdecydowanie! 





czwartek, 14 marca 2013

Najlepszym dniem na podjęcie się zmian jest dzisiaj.



Każdego dnia.. Od początku zaczynamy walkę. Każdego dnia staramy się udowodnić samym sobą, że możemy więcej! 


Dziś jest jeden z tych dni, w którym odpowiedzialność daje mi o sobie znać. Jeden z TYCH dni, w których mogę więcej i chcę więcej! Chcę zmieniać siebie! Cudowny dzień.

Dlatego zabieram się do pracy. 

Wróciłam. Nareszcie wróciłam. 
Teraz nic mnie nie zatrzyma...

niedziela, 6 stycznia 2013

Film, który odmienił moje życie



Pierwszy raz obejrzałam ten film trzy lata temu i od tamtego czasu nie mogę się od niego uwolnić. Oglądam go przed sprawdzianami, ważnymi momentami, w chwilach słabości. Napędza mnie do życia. Stawia twardo na nogi emanując hasłem, że mogę wszystko, jeśli tylko będę miała odwagę po to pójść. Wyciska łzy, stawia ważne pytania. Jest niezastąpionym towarzyszem podczas długich, zimowych wieczorów. To mój film. 

"Raz na kilka dekad rodzi się na Ziemi człowiek, który swoimi możliwościami intelektualnymi przerasta wszystkich swoich pobratymców. Od tego, czy społeczeństwo pchnie go w dobrym kierunku, zależy, czy skorzysta ze swoich wrodzonych możliwości, czy też je zaprzepaści. O wielu takich, którzy wiedzieli, co zrobić ze swoim darem, słyszeliśmy już nie raz – są nimi chociażby laureaci różnych prestiżowych nagród naukowych. A czy słyszeliście o tych, którzy zginęli w odmętach historii, gdyż nie zostali ukierunkowani? Zapewne nie, gdyż nikt o nich nie mówi - nikt ich nie zna.
Will Hunting (Matt Damon) jest właśnie takim człowiekiem. To absolutny geniusz we wszystkich przedmiotach ścisłych i humanistycznych. Niestety, nikt nie zdaje sobie z tego sprawy, gdyż styczność Willa z uczelnią ogranicza się do zamiatania tam podłóg. Traf chciał, że pewnego dnia profesor Gerald Lambeau (Stellan Skarsgard) zobaczył, jak chłopak robi obliczenia na tablicy zapisanej zadaniami z wykładów. Zadaniami, których rozwiązanie gwarantowało publikację na łamach jednego z najbardziej opiniotwórczych magazynów naukowych."

Fenomenalny Matt Damon oddaje charakter swojej postaci w nietypowo naturalny sposób. Udowadnia, że to nie uroda i nazwisko przyczyniły się do jego sukcesu, a niezaprzeczalny talent. 

Szczerze polecam. Na pewno, nie każdemu przypadnie on do gustu z powodu niezbyt wartkiej akcji i dużej ilości psychologicznych elementów, ale ja na pewno obejrzę go jeszcze nie raz. 




sobota, 5 stycznia 2013

Styczniu co mi przyniesiesz?


Napisałam listę postanowień noworocznych. Po raz pierwszy od czterech lat nie pojawiła się tam wzmianka o chudnięciu. Dlaczego? Nie mam nadwagi, więc tak na dobrą sprawę zmniejszenie masy nie jest u mnie priorytetem numer jeden. Nie zmienia to faktu, iż mam spore plany co do mojej sylwetki.

Styczeń ma być kreatywny, szalony, pozbawiony barier. Spontaniczny. Ponieważ podążanie według planów niezbyt mi wychodzi potrzebuję antyplanu. Chcę robić to, na co mam ochotę, a nie to co muszę. I taki właśnie będzie styczeń! Mimo iż ma już tydzień plan wprowadzam od pierwszych dni. 

Więcej takich dni jak dzisiaj! Zrobiłam tyle pozytywnych rzeczy. Zjadłam mega zdrowe śniadanko, ćwiczyłam na orbiterku i kręciłam hula-hopem przed serialem. Czytałam książki, uczyłam się. Posprzątałam bloga. Jestem przepełniona radością i dobrze mi z tym. Naprawdę więcej takich dni. 

Kocham zimę. To moja ulubiona pora roku, ale od jakiegoś czasu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że czekam na wiosnę. Na czas, w którym założę swoje malinowe biegówki, rolki. Na czas oddychania pełną piersią. Delektowania się słońcem. Mimo iż kocham zimę... czekam na nadejście ciepła. Tęsknię za słoneczkiem. 

Mam ambitne plany na siebie. Mam zamiar dokonać ogromnych zmian. Bo nie ma rzeczy niemożliwych. Mogę wszystko!!

Styczniu... bądź dobry. 

Podsumowanie grudnia




Zadania zrobione, książka przeczytana, czas bardziej zagospodarowany...
Ćwiczenia nadal stoją w miejscu. 
Byłeś nudny grudniu. W Nowy Rok wejdę z większym zaangażowaniem. 

Czas podsumowań, zamykania rozdziałów. Teraz trzeba zacząć żyć lepiej. 


Ps. Kończę grudzień z bardzo pozytywnymi wynikami wagowymi. ^^

wtorek, 1 stycznia 2013

2012 - jaki byłeś?




2012 miał być moim rokiem. Rokiem wielkich przemian i rewolucji. Po smutnym 2011 trzeba było wziąć się w garść i udowodnić, że jedyną rzeczą, której potrzeba do szczęścia i osiągnięcia celu jest trochę chęci. Postawiłam sobie mnóstwo planów i celów i wiele z nich udało mi się osiągnąć. 

1. Być bardziej konsekwentną, zawsze, pomimo wszystko, dążyć do celu i nie poddawać się.

Zdecydowanie jestem dużo bardziej konsekwentna i nie chowam już głowy w piasek.

2. Schudnąć.

W tym roku dobiłam do swojej najwyższej wagi i spadłam do wymiarów sprzed trzech lat. Ten punkt też mogę spokojnie zaliczyć.

3. Zacząć się uczyć i sumiennie pracować.

Nauczyłam się stwarzać hierarchię priorytetów i dzięki temu zawsze wiem co zrobić muszę, a co mogę sobie odpuścić. Niemniej jednak lenistwo, to wciąż cecha, którą sobie przypisuję.

4. Wznowić grę na skrzypcach

Niezaliczone całkowicie.

5. Uczyć się francuskiego 

Niestety też niezaliczone

6. Skończyć gimnazjum

7. Dostać się do liceum 

Nie dostałam się do swojego wymarzonego liceum, ale szczerze mówiąc... może to dobrze? :) Nie wyobrażam sobie trafić lepiej niż teraz. 

8. Pogodzić wyjazd do Warszawy z przyjaciółmi.

Zaliczone. Odkryłam kogo mogę nazywać przyjacielem.

9. Częściej się uśmiechać.

Zdecydowanie ten punkt jest moim ulubionym. Uśmiech nie schodzi mi z ust. (prawie ;) )

10. Zrobić sobie chabrowe pasemko. 

Ten pomysł po kilku miesiącach przestał mi się podobać. 

11. Stworzyć coś niepowtarzalnego

To zastanawiające.  Czy udało mi się stworzyć coś niepowtarzalnego? Jakby się nad tym głębiej zastanowić każdy z nas jest inny, czyli każdy dzień możemy z całą pewnością nazwać niepowtarzalnym.

12. Wyjechać w tym roku na oazę.

13. Sprawić by ćwiczenia stały się czymś oczywistym i odruchowym. 

W połowie roku nawet tak było. Ale ostatnio mam z nimi spory kłopot.

14. Zrobić wreszcie wielkie odsyfianie pokoju i wywalić wszystkie zbędne rzeczy.

15. Poprawić stosunki z pewnymi ludźmi

16. Przestać się spóźniać

17. Dorobić się super kondycji na łażenie po górach

Kiepsko, kiepsko... Ale podbiłam w tym roku Śnieżkę. 

18. Zacząć tolerować szkołę. 

Po zmianie szkoły - zaliczone.

19. Pójść na pielgrzymkę 

Nasunęły mi się terminy

20. Uzbierać na lampę błyskową i aparat na ząbki. 

Nie fotografuję już tak dużo jak rok temu, więc lampa nie była mi potrzebna, ale na aparat na zęby wciąż liczę...

21. Zostać wegetarianką 

Wegetarianką nie jestem, ale jem mięsa o wiele mniej i staram się je zastępować innymi produktami, kiedy tylko mogę. 

To był niesamowity rok. Jeden z najlepszych w moim życiu! 
Mam nadzieję, że 2013 będzie równie dobry, a nawet lepszy..




czwartek, 27 grudnia 2012

Święta, święta i po świętach?



Aż trudno uwierzyć jak ten czas biegnie! Jeszcze trzy dni temu zasiadaliśmy do Wigilijnych stołów, a tu już 27 grudnia! Trzeba wrócić do rzeczywistości powoli zabierać się do pracy. 

Te Święta były dość dziwne. Z powodu przeprowadzki, urządzane na szybko. Bez zielonej - przystrojonej wszystkim co tylko można znaleźć - choinki, bez gwiazdkowych świeczek porozstawianych po całym domu. Nawet bez specjalnych, ogromnych porządków. Były i już ich nie ma. Nie ogarnął nas gwiazdkowy szał, podarunki kupowaliśmy na ostatnią chwilę. Drobne małe prezenciki z najpotrzebniejszymi rzeczami.  
Ale to dobrze :) Myślę, że odkryłam co w tych świętach najważniejsze. Bycie z bliskimi wynagrodziło mi mało świąteczne święta.

Czas biegnie tak szybko, że nie zauważam nawet zmian, które mnie otaczają. Nie mogę uwierzyć, że kończy się grudzień. Niedługo trzeba będzie podsumować 2012 rok i rozpocząć 2013. Ajajaj. Biegniemy.

***



A tym czasem w ciszy podsumowuję swoje ostatnie dokonania. Z biurka spogląda na mnie błękitny zeszyt od matematyki, biała okładka książki, krótkie spodenki. Przenoszę wzrok z jednego na drugie i uśmiecham się pod nosem. Taaak. Zdecydowanie powinnam coś z sobą zrobić, bo to lenistwo mnie wykańcza. Co prawda zamiast przytyć w święta - schudłam (huehue), ale nie mogę liczyć, że za chwilę mój organizm nie  zorientuje się, że coś jest nie tak i przybędzie mi kilka zbędnych kilogramów.

Więc nastawiam swoje ulubione piosenki country i wywijam jak głupia po całym pokoju wymachując rękami i nogami bez żadnego ładu i składu. Za chwilę może jakaś sesyjka z hula-hopem przed serialem? Czemu nie.

Dzisiaj świat należy do mnie!


niedziela, 9 grudnia 2012

Konsekwentne podsumowanie tygodnia.



Miął już ponad tydzień zabawy z grudniem. Za oknem cudowna zima! Można poczuć, że naprawdę się żyje. Mróz, ciepłe swetry, śnieg - to to, co uwielbiam najbardziej! Siedzę przed komputerem i słucham angielskich piosenek o świętach. Nie mogę się już doczekać!

Co do mojego początku grudnia. Choroba powoli ustąpiła i na szczęście odbyło się bez lekarza. To zadziwiające jak Gripex radzi sobie z kaszlem, katarem i gorączką. 
Stwierdziłam, że powinnam częściej odwiedzać i aktualizować bloga, bo nie długo umrze śmiercią naturalną. A więc... jeżeli chodzi o to jak mi idzie:

1. Ćwiczenia niestety nie ruszyły, ale już dzisiaj mam zamiar się za nie zabrać. Katar to już niemiła przeszłość,  więc nie mogę sobie wymyślać żadnych wymówek! Przede wszystkim chcę się skupić na jodze. Ostatnio znowu się nią oczarowałam. Włączam sobie swoją playlistę i odpływam. Staram się rozciągnąć każdy mięsień. Zdążyłam zapomnieć jakie to cudowne. 
I... ostatnio na wf miałyśmy trening stacyjny. Skakanka, hula-hop, stepper, przewroty, brzuszki i hantle. Okazało się, że jako jedyna umiem kręcić kółkiem! Opłaciły się miesiące treningów ;)

2. Mam na koncie 3 zadania z matematyki (żałosne)

3. Codziennie czytam rozdział "Cienia Wiatru" 

4. Niestety marnuję ciągle dużo czasu.

5. Czas, którego nie marnuję jest wykorzystywany bardziej efektywnie. Już nie ślęczę godzinami nad jednym przedmiotem. Uczę się wszystkiego w mniej więcej równych proporcjach :)


Grudzień ma być odpowiedzialny i taki będzie! 


Zastanawiam się czy nie poprosić rodziców o steper lub stopień na Boże Narodzenie. Z jednej strony stopień można zrobić z podnóżka lub stołka... Dużo rozmyślania przede mną :)

niedziela, 2 grudnia 2012

Hello December!


Grudzień witam chora i zakatarzona, ale wierzę, że ten miesiąc będzie dla mnie niesamowity! Wiem, że listopad też miał taki być, dlatego teraz już musi się udać :D 

Hasłem na grudzień jest BYĆ ODPOWIEDZIALNĄ. Fakt - odpowiedzialność, to rzecz, która potrafi zmotywować do każdej pracy. Muszę się przyzwyczaić, że moje zachowania mają swoje następstwa i konsekwencje, a nikt nie ma zamiaru mnie ratować! 
Grudzień to także miesiąc wystawiania ocen. Moim celem jest średnia 4.0. To nawet zabawne, patrząc na to, że w zeszłym roku wynosiła ona 5.56. Jak to nam wszyscy teraz powtarzają - oceny nie są najważniejsze, ale jakiś poziom musi być ;) 

Do tego mam zamiar w końcu skończyć Cień Wiatru Zafona. Czytam tę książkę od trzech miesięcy, a i tak zawsze znajduje się coś lepszego. Skoro to moja lektura uzupełniająca, to trzeba ją przeczytać i koniec! 

Kolejnym punktem na mojej liście rzeczy do zrobienia jest 100 zadań z matematyki lub fizyki w skali miesiąca. Ostatnio bardzo się z matmy opuściłam, a pokochałam fizykę. Miło by było połączyć jedno z drugim. 

Oczywiście nie samą szkołą człowiek żyje i przydał by się jakiś progres kondycyjny na zachętę. Nie mam zamiaru przytyć w te święta ani grama!! Dlatego zaczynam akcję wzrostu metabolizmu. Co i jak postaram się opisać w trakcie realizacji. 

To będzie ambitny i odpowiedzialny miesiąc. Bez marnotrawienia cennych minut i energii, którą mogłabym pożytecznie wykorzystać. 

GRUDZIEŃ NALEŻY DO MNIE!

Jako postanowienie adwentowe obrałam sobie brak słodyczy. Moja akcja z października niestety przeżyła kryzys egzystencjalny w listopadzie. Na coś słodkiego pozwolę sobie dopiero w Wigilię :D




Podsumowanie listopada



Listopad przyświecał mi hasłem "Być systematyczną" i niestety okazał się straszną katastrofą. :(


Listopadowe cele:

1. Stać się systamatyczną
2. Ćwiczyć
3. Przeczytać chociaż jedną książkę
4. Pić dużo więcej wody
5. Codziennie się uczyć

Systematyczność i ćwiczenia, na których najbardziej mi zależało okazały się barierą nie do przeskoczenia. 
Nie będę się tłumaczyć, najzwyczajniej w świecie zawaliłam. Moje lenistwo było w tym miesiącu na ekstremalnym poziomie. Niedobrze, niedobrze... 

Cieszę się z zakończenia listopada. Wierzę, że grudzień będzie o wiele lepszy!

"Po każdym dniu trze­ba pos­ta­wić kropkę, odwrócić kartę i zaczy­nać na no­wo."



PS Ale mimo wszystko jest kilka rzeczy z których się cieszę. Poprawiłam nieco moją pewność siebie, trochę schudłam, lepiej się odżywiałam. Jestem pełna energii! Grudzień należy do mnie!! :D

poniedziałek, 12 listopada 2012

O białkach słów kilka.



"Co to jest białko?

Białko jest podstawowym budulcem naszego organizmu, pomaga w budowie nowych tkanek i odbudowie już zużytych. Ciało człowieka składa się z ok. 70% wody, natomiast z pozostałych 30% - trzy czwarte to właśnie białko. Jest to dobre źródło energii - z 1g białka w procesie spalania powstaje 4 kcal energii. 

 Białka powinny dostarczać 12-14% wartości energetycznej dziennej racji pokarmowej dorosłego człowieka. Wprawdzie codziennie należy zjadać maksymalnie 1g białka na kilogram ciała, należy jednak podkreślić fakt, że minimum wynosi 60g białka, nawet przy wadze niższej niż 60 kg, a maksimum 90g, nawet przy wadze wyższej niż 90 kg. Kobieta ważąca 50 kg powinna zjadać 60g białka na dobę, kobieta ważąca 70kg - 70g białka na dobę, mężczyzna 89 kg - 89g białka na dobę, a ważący 115 kg - tylko 90 g białka.

 Białko dzielimy na roślinne, które nie zawiera szkodliwych tłuszczów nasyconych, cholesterolu (jest głównie zasadotwórcze) oraz białko zwierzęce: mięso nie zawiera błonnika, gromadzi ogromne ilości pestycydów, wywołuje nałóg oraz zakwasza organizm. Zakwaszenie organizmu doprowadza do neutralizowania zasadowymi solami wpniowymi z kości, zatem spożywanie dużych ilości białka zwierzęcego może doprowadzić do odwapnienia kości, a w konsekwencji do osteoporozy. 

Kiedy spożywamy wartościowe białko roślinne? 


1. Łącząc zboża z warzywami, roślinami strączkowymi lub grzybami, np. zupa z razowym chlebem, ziemniaki z pieczarkami i warzywami, makaron z sosem i warzywami

2. Łącząc warzywa z nabiałem np. pomidor z białym serem, jajko w sałatce warzywnej.

3. Warzywa z tłuszczem, np. brokuły polane oliwą z pierwszego tłoczenia, ziemniaki z olejem lnianym.

4. Warzywa z rybą, np. halibut z surówką, dorsz z kiszoną kapustą.

5. Warzywa ze zbożem, np. kasza z warzywami.

6. Mięso z warzywami lub grzybami, np. kurczak z pieczarkami i miską zielonej sałaty.


Jest to tzw. efekt Beczki Liebiga uzupełniania się aminokwasów egzogennych występujących w różnych białkach roślinnych w celu podniesienia wartości odżywczej białka roślinnego."
,,Zasady zdrowego żywienia" Małgorzata Wąsik




Proteiny, bo tak inaczej nazywa się białka, swoją nazwę wywodzą od greckiego słowa protos, co tłumaczy się jako pierwszy. Już sama nazwa zatem określa ich wartość i informuje nas, że są one składnikiem, bez którego prawidłowy rozwój i funkcjonowanie jakiegokolwiek organizmu żywego byłyby niemożliwe. Białka uczestniczą bezpośrednio lub pośrednio w niemalże każdej przemianie mającej miejsce w ustroju. Są składnikiem nie tylko ścian komórkowych, ale także krwi, limfy, enzymów, hormonów czy ciał odpornościowych. Im więc zawdzięczamy równowagę hormonalną organizmu, jego odporność na zakażenia, właściwe trawienie składników pokarmowych.


Na niedobór białka jesteśmy narażeni, gdy codzienna dieta uboga jest w takie produkty jak nabiał, mięso, ryby, jaja czy rośliny strączkowe. Jego rozpoznanie z kolei ma miejsce na podstawie takich objawów jak:

  • zahamowanie wzrostu i rozwoju
  • osłabiona odporność na choroby
  • gorsze gojenie się ran
  • pogorszenie procesów myślowych
  • kłopoty z koncentracją
  • apatia
  • brak łaknienia

w przypadku białka wystarczy zapamiętać tylko jeden zakres wartości: 0,8kg – 1 g.

Nadmiar też jest niewskazany

Nie mniej istotną kwestią jest spożywanie białka w nadmiarze. Bardzo często problem ten dotyczy osób, które stosują kurację odchudzającą połączoną ze zwiększoną dawką aktywności fizycznej. Panuje bowiem przeświadczenie, iż wraz ze zwiększeniem aktywności fizycznej, konieczne jest dostarczenie organizmowi większej ilości tego makroskładnika. Często spotkać można się z przekonaniem, że jest on niezbędny dla właściwej pracy mięśni. Tak naprawdę jednak, nic bardziej mylnego, bowiem by mięśnie mogły właściwie pracować potrzebują przede wszystkim dobrego źródła energii, którym są dla nich węglowodany.

Zwiększając ilość białka w codziennym jadłospisie, a jednoczenie chcąc by był on właściwie zbilansowany, musimy z czegoś zrezygnować. Siłą rzeczy, jeśli jednego składnika jest więcej, innego musi być mniej. Zazwyczaj dzieje się zatem tak, że to właśnie z węglowodanów rezygnujemy, bardziej lub mniej świadomie. Często spotkać można się z prośbami „Proszę wykluczyć z mojej diety makaron, chleb, ziemniaki i ryż. Nie jadam tych produktów. Wolałabym, by więcej było w niej mięsa i nabiału. Zdecydowałam się na zajęcia aerobicu. Jeżdżę też na rowerze, więc chyba powinnam mieć więcej białka.” 

Jeśli zdecydowalibyśmy się spełnić tę prośbę doprowadzilibyśmy do sytuacji odwrotnej do zamierzonej. Na skutek niedoboru głównego źródła energii, musiałaby być ona czerpana z białka. Ono z kolei jest kiepskim substratem energetycznym. Organizm musi się sporo napracować by z aminokwasów otrzymać ostatecznie glukozę, która wykorzystana będzie mogła zostać przez poszczególne narządy, w tym również mięśnie, do pracy. Wszystkie te skomplikowane przemiany będą miały miejsce w wątrobie co prowadzić może do jej zbytniego obciążenia, a w wyniku tego do upośledzenia jej pracy. Są one tez źródłem metabolitów, które muszą zostać wydalone z organizmu. Tutaj główną rolę odgrywają nerki, które zmuszone będą do zwiększonej pracy, co w konsekwencji może stać się przyczyna ich chorób. Te dwa organy są więc szczególnie narażone na powikłania jakie niesie ze sobą spożywanie zbyt dużej ilości protein.

Paradoksalnie zatem, owo spożyte w większej ilości białko, miast być wykorzystane do budowy mięśni, zostanie przetworzone na energię potrzebną do pracy ustroju. Ponieważ z kolei daje jej niewiele, konieczne będą jego spore nakłady. Przy długotrwałym stosowaniu tego typu niewłaściwie zbilansowanej diety dojść może do sytuacji, w której zwykło się mówić, że nasze ciało trawi samo siebie. 




Muszę trochę więcej myśleć o białku w mojej diecie, a mniej skupiać się na kaloriach... :)